Zwiedzanie

Podróże – Czy to dobre uzależnienie?

Cześć. Jestem Iwona. Od dziś co jakiś czas będę pisała dla Was na portalu HotLot. Przeczytasz o tym jak się pakować, dbać o siebie w podróży, czy jest sens się ubezpieczać oraz poczytasz innych kobiecych aspektach podróżowania. Jeśli chcesz mnie poznać, to przeczytaj mój pierwszy wpis zapoznawczy.

Moja historia z podróżowaniem:

Od dziecka kocham podróżować. Nawet zwykłe wyjazdy z rodzicami nad morze, kiedy musiałam wstawać o 3 w nocy, zawsze budziły we mnie wielką ekscytację. Dziwne, jestem zagorzałym śpiochem. Wszyscy śmieją się, że podczas snu z powodzeniem można by mnie wynieść razem z łóżkiem. Gdy przychodzi pora podróży – jak daleka by ona nie była – jestem gotowa jako pierwsza i stoję z bagażem przy drzwiach. Mój pierwszy samodzielny wypad zagranicę bez rodziców odbył się, gdy miałam 10 lat. No może nie do końca samodzielny, była to trasa z zespołem tanecznym. Dostaliśmy zaproszenie do uroczego niemieckiego miasteczka Pforzheim, gdzie mieliśmy wystawiać swój repertuar podczas międzynarodowego festiwalu. I już wtedy połknęłam przysłowiowego bakcyla, szybko zdając sobie sprawę, że podróżowanie to coś dla mnie.

Potem były wyjazdy do Włoch, Grecji, Bułgarii, Chorwacji, ale prawdziwa eksploracja świata zaczęła się na studiach, gdzie poznałam dwie najlepsze kompanki do wypraw. Każdą z nich organizowałyśmy we własnym zakresie, aby nie być zależnymi od programu biura podróży. Dzięki temu mogłyśmy same sporządzać plan zwiedzania i odkrywać nowe miejsca według swojego uznania. Piłyśmy kawę i zajadałyśmy się croissantami w Mediolanie tak długo, jak nam to odpowiadało. Leniuchowałyśmy na plaży w Salonikach, całkowicie tracąc poczucie czasu i rzeczywistości.

Jestem uzależniona od podróżowania :)

Wszystko to o czym pisałam powyżej sprawia, że podróże tak wciągają. Jak już raz się spróbuje, nie można przestać. Odcięcie się od realnego świata i szarej codzienności – każdemu jest to potrzebne raz na jakiś czas. Nie odwracając się od swoich problemów, można zostawić je za sobą, odetchnąć, zmienić punkt widzenia, a po powrocie wszystko wydaje się łatwiejsze.

Podróże uczą i rozwijają

Jest takie powiedzenie: „Podróże kształcą”. Zgadzam się z nim w 100%. W moim przypadku pokuszę się jednak o stwierdzenie, że podróże zmieniły moje postrzeganie świata oraz poszerzyły moje horyzonty. Staram się nie myśleć zero-jedynkowo i nie oceniać ludzi, opierając się na pierwszym wrażeniu. Wiele wojaży pokazało mi, że trzeba doceniać to, co się ma. Żeby nie były to tylko puste słowa, pozwolę sobie przytoczyć kilka przykładów.

Ekwador, Cuenca. W hostelu poznałam uroczą Wenezuelkę, Linę. Już w pierwszym momencie pomyślałam o niej „bratnia dusza”. Wiecie, jak to jest, kiedy widzicie kogoś po raz pierwszy w życiu, zaczynacie z nim rozmawiać i macie wrażenie, jakbyście znali tę osobę przez całe życie? Właśnie tak było z Liną. Kiedy powiedziała mi, że wyjechała ze swojego kraju, aby trochę dorobić, bo tam nie ma szans na stałą pracę, a na jedzenie kurczaka może pozwolić sobie tylko raz w miesiącu, zaniemówiłam. Dla mnie luksusem było posiadanie mieszkania, dla niej słowo to oznaczało konsumowanie drobiu średnio co 30 dni…

Peru, góry Vinicunca. Przechadzając się czerwonym szklakiem do Red Valley, spotkałam na swojej drodze grupę lokalnych Indian z gromadką dzieci. Choć były brudne i ogólnie wyglądały na zaniedbane, z ich twarzy nie schodził uśmiech. I bynajmniej nie był to uśmiech wymuszony. Widziałam, jak dzieci biegały po dolinach, głaskały swoje lamy, przytulały się do nich. W pewnym momencie zatrzymałam się, żeby zrobić zdjęcie. Przede mną stała peruwiańska kobieta w kolorowych szatach patrząca w dal na ośnieżone szczyty. Tym, co najbardziej mnie poruszyło, był jej wyraz twarzy. Szczęście, wypisana ulga, całkowity relaks. To była jej codzienność, jej mały świat. Nie wyglądała na zatroskaną, czy zgnębioną. Wyobraziłam sobie, że każdego dnia musi przemierzać tę drogę i za każdym razem podziwia otaczające ją widoki, chociaż zapewne zna je od kilkudziesięciu lat…

Tak, mieszkałam za granicą!

W 2017 roku mieszkałam na Islandii przez 6 miesięcy. Islandczycy uchodzą za chłodnych i zdystansowanych. Nie jest to do końca bezpodstawny zarzut i stereotyp. Jest tak w istocie, wolno nabierają do człowieka zaufania. Zauważyłam jednak pewną tendencję. Mieszkańcy wyspy, którzy nigdy w ciągu swojego życia jej nie opuścili, mieli większy problem z zacieśnianiem znajomości, czy nawet zwykłym zagajeniem rozmowy niż osoby, którym udało się wyjechać za granicę. Różnica była ogromna. To był wystarczający dowód potwierdzający moją teorię, że eksploatacja innych regionów i krajów oraz poznawanie obcej kultury otwiera człowieka na innych. Nawet jeśli jest on z natury nieśmiały, nabiera większej ciekawości świata i szybciej przełamuje lody w kontaktach międzyludzkich. Podróże kształcą także charakter i podejście do ludzi. Długo zastanawiałam się, dlaczego społeczność islandzka zachowuje się w ten sposób. Na początku budziło to we mnie irytację. Jednak gdy zdałam sobie sprawę, gdzie leży przyczyna problemu (także po wielu rozmowach z regularnie podróżującymi Islandczykami), przestałam patrzeć na nich w sposób oceniający. Wręcz przeciwnie, próbowałam spojrzeć na wszystko, stawiając się na ich miejscu.

Można uzależnić się od wielu rzeczy – papierosów, alkoholu, zakupów i ciężko się z tego wyleczyć. Podobnie jest z podróżowaniem z tą różnicą, że w tym przypadku detoks wydaje się zbyteczny…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button